Rekonstrukcja więzadła ACL

27 sierpnia 2012r. mam rekonstrukcję więzadła ACL - przednie - krzyżowe, w kolanie. Na blogu opisuję miesiąc do operacji, rekonstrukcję, rehabilitację i powrót do sportu.

Wpis

niedziela, 29 lipca 2012

Dzień po skręceniu kolana

Amatorska diagnoza mojej kontuzji brzmiała: przeprost kolana. Jednakże było to poważne skręcenie stawu, ortopeda proponował gips. Odmówiłam.

Podczas turnieju koleżanka z drużyny również doznała kontuzji kolana. Ja miałam pecha, jej zabrakło odwagi aby rzucić się szczupakiem na punkty i przez to przeciwniczka w nią wpadła. Obie miałyśmy przesrane, ale wspomagałyśmy się nawzajem. Po powrocie kuszetkami do domu zażyłam kąpieli (noc w pociągu) i jak to zwykle bywa podczas moich wizyt w łazience - zadzwonił telefon. To była moja koleżanka, która mi zakomunikowała, że jedziemy do szpitala na SOR aby ogarnąć nasze kolana. Wspomniany rejon spuchł, nie mogłam zginać mocno nogi, bolało - uznałam to za dobry pomysł.

Na SORze dużurny ortopeda wysłał nas na rentgen aby wykluczyć przemieszczenia lub złamania kości itp.. Z gotowymi zdjęciami ruszyłyśmy do niego ponownie. Najpierw wziął na stół moją koleżankę. Kiedyś już podobnie rozwaliła sobie drugie kolano więc wiedziała czego się spodziewać. Do dziś cieszę się, że to ona była pierwsza. Lekarz przeprowadził wywiad, zbadał kolano, odciągnął dwie strzykawy płynu z krwią co nie wróżyło dobrze. Zaproponował gips. Koleżanka przytomnie podziękowała za usztywnienie wiedząc, że to może pogorszyć stan jej nogi przy tym urazie. U mnie powtórka z rozrywki, tylko zamiast dwóch ogromnych strzykawek, odciągnął trzy. Zakomunikował, że mój uraz jest gorszy niż poprzedniczki i rekomenduje gips. Również odmówiłam. Nie spodziewałam się tak poważnej diagnozy. W ciągu tygodnia miałyśmy odwiedzić ortopedę w przyszpitalnej przychodni. Wystraszone gipsem wynegocjowałyśmy u pani w rejestracji szybką wizytę u lekarza.

Do momentu wizyty u ortopedy (tydzień czekania) okłady z lodu, trzymanie nogi ponad poziomem serca, zakaz chodzenia = zwolnienie lekarskie z pracy na cztery tygodnie. No i najważniejsze - 21 strzykawek przeciw krzepnięciu krwi. Codziennie jedno wkłucie w brzuch. Dwa pierwsze wkłucia najtrudniejsze, kolejne również niełatwe. Sama sobie pcham igłę w brzuch, po prostu horror. Wolałam już te strzykawki od chodzenia o kulach, koszmar, z którym wytrzymałam jedynie tydzień. Strasznie męczy ręce i zdrową nogę, albo po prostu robiłam to źle. Rodzice wkurzeni zamiast wspierający, musiałam na nich nakrzyczeć i przywrócić na właściwy troskliwy tor. Tydzień jakoś minął. Najlepszym kumplem - telewizor.

Szczegóły wpisu

Tagi:
Autor(ka):
kaykam
Czas publikacji:
niedziela, 29 lipca 2012 10:26